niedziela, 15 września 2013
Dośrodkowania, dominacja, Schurrle i Ramires

Ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że Chelsea jeszcze w tym sezonie meczu nie przegrała, a nawet udało jej się wrócić z Pragi z Superpucharem Europy. - Myślę, że byliśmy zespołem lepszym - skomentował sobotni mecz z Evertonem Jose Mourinho, oczywiście w tym samym stylu co po świetnym pojedynku z Bayernem. Ponad dwadzieścia strzałów i kilka kapitalnych sytuacji poniekąd usprawiedliwiają tego typu wywód, ale martwić musi to, że w ostatnich dwóch spotkaniach wyjazdowych Chelsea nie potrafiła strzelić gola. To właśnie meczami z zespołami z wyższej ligowej półki "Wyjątkowy" miał potwierdzić, że jego drużyna w lidze będzie znaczyć więcej niż w poprzednich trzech sezonach.

Mecz z Evertonem był ciekawy z kilku względów i już okazał się znacznie innym pojedynkiem od poprzednich wizyt Chelsea na Goodison Park. Przed pierwszym gwizdkiem całkiem serio zastanawiano się, czy gospodarze będą w stanie utrzymać swoją rewelacyjną średnią posiadania piłki z pierwszych trzech zremisowanych spotkań (64%). Jednak to przyjezdni zdominowali ten mecz, co było częścią planu Martineza - świetnie współgrające dwie linie spychały zawodników Chelsea w boczne strefy, a skuteczna asekuracja nie dawała miejsca na stworzenie przewagi indywidualnej. W strefie podbramkowej piłkarze Mourinho wygrali ledwie cztery dryblingi... 

crossy

Oczywiście Mourinho nie tworzy zespołu opartego na dośrodkowaniach i to było wczoraj widać. Eto'o doszedł do dwóch w miarę klarownych sytuacji, ale jego skuteczność pozostawiała wiele do życzenia. Niech o tym, jak bardzo niewygodny był ten styl wymuszony przez Everton świadczą liczby - 35 razy w tym meczu Chelsea dośrodkowywała i 11 razy celnie. To dwa razy więcej niż średnia drużyny z tego sezonu, którą i tak to spotkanie wywindowało do siedemnastu, co jest... piętnastym wynikiem w lidze. Wczoraj Chelsea dośrodkowywała częściej niż robi to średnio Manchester United, według ekspertów ekipa najbardziej opierająca swój styl na tym elemencie i oczywiście przewodząca tabeli w tej kwestii.

Jeszcze kilka zdań o dominacji, która dla Chelsea była w sobotę... problemem. Nawet po przejściu na 4-3-3 w 60. minucie Mourinho nie widział poprawy w grze, akcje nadal były zbyt wolne a penetracja "szesnastki" rywala mocno ograniczona. Niektórzy sądzą, że wejście Torresa za Cole'a było oznaką desperacji czy chęcią zaskoczenia, ale ten, który zwykle spotkania "zamyka" tym razem miał zamiar ten mecz "otworzyć". 

three at the back

Po kolei - po Benitezie (i kilku poprzednich menedżerach), który raczej zwykł wymieniać zawodników bez podejmowania zbytniego ryzyka, Mourinho już przy pierwszych problemach udowodnił jak daleko jest w stanie posunąć się do walki o zwycięstwo. Jeśli dobrze pamiętam, to ostatni raz Chelsea grała trójką obrońców, gdy na Loftus Park wymusił to na nich sędzia dwiema (!) czerwonymi kartkami.

Wczoraj tą zmianą Mourinho dał Evertonowi pretekst i zachętę do ataków skrzydłami, gdzie było wiele miejsca za linią pomocy Chelsea, ale miało odbyć się to kosztem ich organizacji w obronie. Mecz się wyrównał (dwie drużyny od wejścia Torresa wykonały tyle samo podań, na obrazku te Chelsea) i otworzył, a nawet pozwolił gospodarzom stworzenie lepszych szans. Było to wpisane w tę "taktykę reakcyjną" na którą pozwolił sobie Mourinho mówiąc później, że "zaryzykowaliśmy ile tylko się dało".

Wczoraj problemem nie był sam ruch debiutującego Eto'o, ale jego skuteczność. Przy uderzeniu głową z pierwszej połowy powinien był przynajmniej trafić w bramkę, a świetny ruch przy dośrodkowaniu z drugiej części meczu pozwolił mu ubiec interweniującego Howarda, chociaż zabrakło kontaktu z piłką. Miłą odmianą przy wciąż sprawiającym wrażenie bardzo przeciętnego piłkarza Torresie, było to jak Eto'o ruszał za uderzeniami i szukał gry na skrzydłach. Mourinho miał rację broniąc go przed krytyką po ogólnie słabym meczu, bo jak nikt inny w Anglii on potencjał napastnika zna. 

schurrle

Z kolei chyba najlepiej oddającym ostatnie mecze Chelsea zawodnikiem jest Andre Schurrle, zawodnik przecież nowy w drużynie. Dało się to zauważyć już na Old Trafford, gdzie nie wykorzystywał swoich umiejętności w grze ofensywnej koncentrując się na zabezpieczeniu tyłów. W sobotę to na niego wskazał w pomeczowych komentarzach broniąc Eto'o mówiąc, że Niemiec miał lepsze szanse. - Jego zagranie było za słabe - mówił Portugalczyk o sytuacji w której Everton świetnie wybronił wślizgiem Barry. - To nie kwestia dynamiki piłkarzy, a takich detali - odrzucał zarzuty Mourinho. Po raz kolejny należy odwołać się do Schurrle, oczywiście nie tego, który jest za porażkę odpowiedzialny (Cech i Ramires, to na nich wskazał menedżer w sprawie straconego gola). 

Wczoraj jednym zarzutem był brak dokładnego - mocniejszego - podania do Eto'o, innym nieskuteczność, ale najbardziej rzucało się w oczy to z jaką desperacją szukał sobie on miejsca na... nabranie szybkości. Zamknięty w małej grze na połowie rywala, Schurrle nie mógł pokazać pełni swoich możliwości. Ledwie jednego dryblingu się podjął, stworzył marne dwie szanse... To był zawodnik kupowany z myślą o robieniu przewagi swoim ruchem bez piłki przy szybkiej wymianie podań - tymczasem jak widać na załączonym obrazku, Schurrle jak już podania dostawał to raczej w strefie środkowej. Właśnie pod tym względem też Chelsea z soboty przypominał, gdzieś zamkniętą przez obronę rywala, nieskuteczną i nie potrafiącą "otworzyć" rywala. 

Po części to całe zło na Goodison Park brało się ze środka pola. Po pierwszych dwóch meczach sezonu sądziłem, że Mourinho odmienił Ramiresa - zawodnika grającego na pograniczu faulu, pełnego energii i świetnego dryblera, ale przeciętnego w rozegraniu. Z Hull i z Aston Villą kapitalnie utrzymywał futbolówkę, dzielił ją na skrzydła i był w ścisłej czołówce najdokładniej i najczęściej podających. Z United maszyna przestała działać już w pierwszych minutach meczu, gdy powrócił Ramires i jego chaotyczne decyzje - raz wykopał bezsensownie piłkę, innym razem zagrał prostopadle do nikogo, zamiast posiadanie utrzymać akcją do tyłu lub na boki. Wczoraj miał mieć więcej swobody przez obecność Mikela, ale zamiast tego jego rolę albo kopiował, albo podejmował złe decyzje.

Ramires

Stworzone szanse dośrodkowaniami były w zasadzie jedynymi aspektami jego gry ofensywnej, a te niecelne podania to kwestia podstaw o których mówił Mourinho na konferencji prasowej. - I nie zdarzały się one młodzieżowcom - dodał Portugalczyk, jakby ostrzegając bardziej doświadczonych piłkarzy przed kolejnymi tak słabymi popisami. Po prawdzie, dla Ramiresa mecz z Evertonem powinien być takim trzecim z rzędu...

PS. Wiem, słaba jakość zdjęć, a więc w tekście załączyłem linki bezpośrednio do statystyk i rysunków na stronie StatsZone. Niestety nie pozwalają oni na tworzenie takich tablic w odpowiedniej rozdzielczości...

niedziela, 14 sierpnia 2011
Chelsea Taktycznie - Stoke City 0-0 (A)

Postanowiłem, że w tym sezonie, zamiast jakichkolwiek mniej lub bardziej normalnych raportów meczowych, wymęczonych relacji czy prób bycia zabawnym, będę próbował fachowo wyjaśniać to co podopieczni Andre Villasa-Boasa zaprezentowali. Z naciskiem na „próbował” – wszelka polemika mile widziana w komentarzach, byle ograniczała się do uwag fachowych.

Zaczynamy od meczu ze Stoke City i bezbramkowego remisu, który był jednocześnie debiutem nowego menedżera Chelsea. Wynik zapewne wielu uzna za niesprawiedliwy, ale ja nie mam ochoty wdawać się w dyskusję o postawie sędziego Marka Halseya. Po co niszczyć sobie niedzielny wieczór, urozmaicany na dodatek przez jakieś dwa zespoły z Hiszpanii… Wracając do meczu – w tej próbce analizy skupiam się tylko i wyłącznie na zespole z Londynu. Nie wykluczam, że w przyszłości również pojawi się coś o naszych rywalach, ale dzisiaj Chalkboardy z Guardiana tylko o naszych. Zaczynamy sezon.

Chalkboard

Dystrybucja piłek od bramkarza. Stoke City to wysoki zespół, piłkarze Pullisa w powietrzu radzą sobie bardzo dobrze, zwłaszcza w defensywie. Stąd dziwić może podejście Chelsea i Petra Cecha, który, jak widzicie w podlinkowanym obrazku, często próbował dalekich wykopów na połowę rywala. Z tych wszystkich prób wyszły zaledwie cztery celne podania (dwa do Torresa, po jednym do Anelki i… Kalou). Gdy jednak bramkarz Chelsea próbował rozgrywać akcję krótko, radził sobie bardzo dobrze, co nie zdziwi tych, którzy znają jego umiejętności. W drugiej połowie, choćby z racji mniejszego pressingu Stoke oraz mniejszej ilości kontaktów z piłką, tych dalekich (niecelnych!) wznowień było zaledwie pięć – dwa razy mniej niż w pierwszej połowie.

Alex górą. Kluczem do utrzymania czystego konta była więc gra w powietrzu także pod własną bramką, zwłaszcza biorąc pod uwagę to jak często zawodnicy Stoke City bombardowali pole karne Petra Cecha. Tak, „bombardowali” to właściwe określenie. Absolutnie najważniejszym piłkarzem w defensywie Chelsea był Alex, który głównie rywalizował w powietrzu z rywalami. Jak zobaczycie, radził sobie świetnie, wygrywając pięć pojedynków główkowych i przegrywając zaledwie jeden – trzydzieści metrów od bramki. To jednak nie tylko ta rywalizacja, ale i wybicia – siedem z nich zaliczył Alex, wszystkie z własnego pola karnego.

Skrzydłowi impotenci. Przemieszczamy się coraz wyżej w wyjściowej jedenastce i nie notując większych problemów w środku pola, rzucamy okiem na skrzydła. Tam już problem był, a raczej dwa. Zresztą nie od dziś wiadomo, że kreatywnych skrzydłowych w Chelsea nie ma (a raczej nie miała dzisiaj – Sturridge pauzował za czerwoną kartkę), a o innym podejściu Mourinho, Ancelottiego i Villasa-Boasa do obsady i zadań taktycznych na tych pozycjach ładnie rozpisał się Michael Cox z Zonal Marking. Ja tylko wspomnę o prostej statystyce ze spotkania ze Stoke City – tylko jedno podanie z gry w pole karne rywali zaprezentowali Malouda i Kalou w czasie jak przebywali na boisku. To fatalna i druzgocąca liczba, ponieważ to właśnie (teoretycznie) na tych pozycjach powinni być obsadzani najlepsi asystenci, kreatorzy w drużynie. Tymczasem zagrożenia z ich strony nie było, po prostu. Jeśli więc mówi się o Chelsea w kontekście transferów, to pole do popisu jest właśnie w znalezieniu nowemu menedżerowi skrzydłowych. Po co?

On jest inny. Odpowiedź jest prosta – by Torres miał z czego strzelać. Wiele osób sądziło, że po incydencie w meczu reprezentacji, w pierwszym składzie wybiegnie dzisiaj Drogba. Nic bardziej mylnego – gdy tylko lekarze potwierdzili, że Hiszpan jest zdolny do gry, Andre Villas-Boas wystawił go i… trudno mu się dziwić. Na grafice porównuję jego dzisiejszy występ z meczem przeciwko Tottenhamowi z poprzedniego sezonu, by pokazać wam różnicę w grze tego piłkarza. Na co zwracamy uwagę? Przede wszystkim na ruchliwość Torresa – zdecydowanie większa ilość podań w okolicach i w samym polu karnym Stoke wskazuje na kilka rzeczy.

Po pierwsze, na ruchliwość snajpera, czyli ciągłe bieganie, walkę o piłkę, pokazywanie się na pozycję. Po drugie, na większą ilość podań, które otrzymywał dzisiaj w porównaniu do meczu ze Spurs. Po trzecie, ilość celnych zagrań udowadnia, że te przyjęcia, dłuższe i krótsze rajdy, były efektywne, pomagały drużynie. Torres jest inny niż w poprzednim sezonie, lepszy. Widać to jak prowadzi piłkę, jak mija rywali, współpracuje z drużyną, szuka pozycji, wytrzymuje fizyczne starcia z gigantami Pullisa… Zauważcie również, że nie musiał nawet schodzić tak głęboko po piłki – raczej na boki, z racji słabej dyspozycji naszych skrzydłowych. Czy to możliwe, że brak goli u Torresa wynika z ich miernej pomocy i ilości podań w pole karne? Media o to dbać nie będą, tak jak kibice innych drużyn, liczący minuty bez bramki hiszpańskiego napastnika…

PS. Skoro o taktyce Chelsea, to do końca. Tu takie taktyczne CV Andre Villasa-Boasa. Zachęcam do lektury.