niedziela, 25 lipca 2010
Transferowo po raz czwarty

 

Kilka dni temu Roberto Mancini rzucił do dziennikarzy, że rynkiem transferowym trzęsie tylko jego klub, a inni są nie tyle bierni, tylko obawiają się rywalizacji na tym polu z Manchesterem City. Niestety jest to po części prawdą, ponieważ pod względem finansów wydawanych na zakupy piłkarzy nie ma drugiej ekipy wydającej tak absurdalne sumy pieniędzy, znów prowadząc do wymiany 1/3 składu. Arsenal i Liverpool wybierają transfery niskonakładowe, Manchester United tylko skład uzupełnił, a Chelsea pozostaje zaskakująco bierna wobec wymiany w swojej kadrze. Do czasu.

Ramires

Na Stamford Bridge było już kilka zaciągów, które mogliśmy obserwować na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat. Holenderski, włoski, portugalski oraz afrykański. Wszystko wskazuje na to, że kolejnym kierunkiem obranym przez zarząd i sztab szkoleniowy będzie Brazylia. Po nieudanych zakusach na Neymara z Santosu, Chelsea równocześnie prowadziła negocjacje w sprawie transferu Ramiresa z Benfiki Lizbona i wszystko wskazuje na to, że ten pomocnik wzmocni drugą linię Chelsea za, bagatela, 20 milionów funtów. Czy to nie za dużo jak na zawodnika, który nie łapie się do podstawowego składu własnej reprezentacji narodowej?

Pierwsze mecze Ramiresa obejrzałem, jak pewnie większość z nas, na zeszłorocznym Pucharze Konfederacji. Nie zachwycił, notował wiele strat, odstawał poziomem od kolegów, ale miał w kieszeni transfer do Portugalii. Najwyraźniej jeden sezon w barwach Benfiki go odmienił – nie mówi się o jego kiepskim dryblingu, ale uniwersalności, mądrości w grze, rozumieniu i realizowaniu narzuconej przez trenera taktyki. Także, co ważne z perspektywy ligi w jakiej przyjdzie mu występować, cechuje się niesamowitą wytrzymałością i siłą fizyczną. Znając jednak problemy jakie ma i miała niemała część jego rodaków w Premier League, wątpliwości wśród kibiców będą się pojawiać.

Czy sprowadzenie tego zawodnika zakończy łatanie dziur w kadrze Chelsea, które powstały dzięki czystkom kontraktowym, transferowym oraz kontuzjom już doskwierającym piłkarzom The Blues? Prawdopodobnie przyjdzie nam pożegnać Ricardo Carvalho, który ma za sobą niezwykle udanych kilka lat na Stamford Birdge. Niestety Portugalczyk, podobnie jak Ballack, coraz gorzej znosi trudy rywalizacji w Premier League – rywale są coraz szybsi, sprytniejsi, lepsi technicznie, a i urazy nękają defensora częściej niż kiedyś. Real Madryt (już w osobie Jose Mourinho) bardzo chętnie zatrudni Carvalho, który w Primera Division wciąż powinien się wyróżniać.

Chyba nikt nie sądzi, że formacja defensywna Chelsea będzie na początku sezonu przypominała tą z meczów przeciwko Crystal Palace i Ajaxowi Amsterdam. Klub z Londynu szuka obrońców, a skoro już jeden Brazylijczyk ma dołączyć do zespołu, to czemu nie sprowadzić mu kolejnego rodaka? Na dodatek takiego z którym już grał? Na tej zasadzie wzrok zarządu padł na Davida Luiza, środkowego obrońcy Benfiki Lizbona oczywiście. Świetnie zbudowany, bardzo dobrze wyszkolony technicznie ma być mocniejszą wersją Carvalho i zwinniejszą Alexa. Warto powiedzieć, że został on wybrany najlepszym piłkarzem ligi portugalskiej minionego sezonu, biorąc udział w 49 spotkaniach. Z pewnością trudy Premier League zniesie bez problemów.

Tylko znów pytanie, czy zawodnik bez debiutu w pierwszej reprezentacji Brazylii jest wart prawie 30 milionów funtów? Znów na korzyść piłkarza działa jego uniwersalność – znany jest on z występów na lewej stronie obrony… Poza tym patrzymy w roczniki. Dwójkę Brazylijczyków dzieli zaledwie miesiąc w dacie urodzenia (Ramires 24 marca, Luiz 22 kwietnia 1987 roku) co pozwala pozytywnie patrzeć na rozwój drużyny. Nie będzie radykalnych przeskoków z najstarszej jedenastki w Anglii na jedną z najmłodszych, ale rewolucja, której kibice domagają się od dłuższego czasu, zostanie przeprowadzona należycie.

Nie ukrywajmy, przez wyczerpujący sezon, Mistrzostwa Świata, kontuzje… to będą rozgrywki rezerwowych. Kilka drużyn zacznie ligę opierając swe składy na dublerach, dając dodatkowy tydzień odpoczynku gwiazdom mundialu. Ray Wilkins na dodatek wspominał, że nawet mimo wydłużonych wakacji, zmęczenie dopadnie tych piłkarzy na przełomie roku i znów do akcji będą zmuszeni wkroczyć rezerwowi. Ten sezon przetrwa najlepiej zespół, który nie tylko uniknie plagi kontuzji, ale będzie także dysponował szeroką kadrą. Chelsea, by uniknąć rozczarowania już w trakcie rozgrywek ligowych i pucharowych, musi uaktywnić się na rynku transferowym – wszystko wskazuje na to, że doczekamy tego w najbliższym tygodniu. Czy nie za późno?

 

wtorek, 13 lipca 2010
Transferowo po raz trzeci

Skończyły się mistrzostwa świata, Chelsea rozpoczęła treningi już ponad tydzień temu, a pierwszy sparing już za kilka dni. Wszystko układa się tak, żeby tylko kibice zapomnieli, że brakuje nam jakiegokolwiek futbolu w tych godzinach, a nawet gazety jakby podchwyciły szansę i zamiast przeciągać analizowanie mundialu, dostarczają nam porcję gorących transferowych plotek. To taka piłkarska kroplówka – kilka dni na niej przeżyjemy, ale w końcu i tak będziemy potrzebować czystego futbolu.

Oczywiście najwięcej informacji jest o możliwych przenosinach Fernando Torresa na Stamford Bridge. Temat poruszał ponoć Carlo Ancelotti, sam zawodnik woli najpierw się urlopować na dwa tygodnie po tryumfie w RPA, ale chętnie wypowiedział się David Villa. Hiszpański napastnik stwierdził, że jak zna swojego kolegę z reprezentacji, tak odpada transfer do City, ale Chelsea i Barcelona to realne opcje dla Fernando. Roman Abramowicz miał już z Torresem rozmawiać w RPA (przepraszam, z jego agentem), Liverpool próbuje w pewnej części załatać swoją olbrzymią dziurę budżetową tym transferem, a jego kibice wciąż wierzą, że słowo piłkarza jest święte, a ‘wzmocnienia’ Hodgsona zatrzymają Hiszpana na Anfield Road. Ostatnio taką nadzieją jest szalik w jakim pozował do zdjęć po niedzielnym meczu. Liverpoolu, żeby było jasne.

Ale to nie jest jedyny piłkarz wiązany z Chelsea w ciągu ostatnich kilku dni, można nawet powiedzieć, że ta machina dopiero nabiera rozpędu. W zasadzie w każdym doniesieniu prasowym pojawiają się także nazwiska Cole’a i Ballacka, którzy są najlepszym argumentem, usprawiedliwieniem innego piłkarza. Tak jest choćby z Raulem Meirelesem, gwiazdą Porto wartą aż 15 milionów euro. Za podobną cenę Chelsea miałaby sprowadzić do siebie Samiego Khedirę, który błyszczał w reprezentacji Niemiec w ciągu ostatniego miesiąca. Walka o defensywnego pomocnika Stuttgartu będzie trudna, ponieważ sir Alex Ferguson chciałby nim zastąpić Paula Scholesa. Pieniądze na te zakupy Carlo Ancelotti miałby częściowo uzbierać ze sprzedaży Michaela Mancienne’a, który na stałe zamierza wrócić do Wolverhampton i Micka McCarthy’ego. I to w zasadzie ten transfer wygląda na najbardziej realny.

Nierealnym transferem okazuje się być Kaka, choć włoski szkoleniowiec Chelsea należy do jego największych wielbicieli. Będący ostatnio w słabszej formie Brazylijczyk raczej zostanie w Realu Madryt, ale klub z Hiszpanii, a raczej Jose Mourinho, chciałby ściągnąć do siebie Ashley’a Cole’a. Nie dałoby się tych dwóch transferów połączyć? Zwłaszcza, że Chelsea ma już zastępstwo dla Anglika, choć na pewno nie tak dobre, i to oczywiście portugalskie. Fabio Coentrao ma być tym, który będzie szalał na lewej stronie defensywy The Blues, o ile plany The Special One się zrealizują. Ashley Cole jest niezadowolony z tego jak traktują go rodacy, dość ma wyzwisk i gwizdów, uciekania przed żerującymi na jego życiu prywatnym medialnym sępom. Szczerze mówiąc, to ja się mu wcale nie dziwię.

Jednak najciekawsza plotka dotarła do nas za pośrednictwem… facebooka. Któż nie zna i nie jest zachwycony talentem oraz możliwościami młodzieńca z Anderlechtu Bruksela, Romela Lukaku? Otóż na jego profilu na tym portalu pojawiły się zdjęcia napastnika w koszulce Chelsea… na Stamford Bridge. W sali konferencyjnej, na ławce rezerwowych, przy boisku… Klub z Londynu przyjął stanowisko, że wstęp na wycieczki po stadionie jest dla każdego i nie miał z tym nic wspólnego. Tymczasem Didier Drogba przyznaje, że już z młodym zawodnikiem rozmawiał i zachęcał go do przejścia do Chelsea. Ciekawe jak to na Lukaku podziała, zwłaszcza, że jest już od dawna porównywany właśnie do snajpera The Blues? Jak to w przypadku takiego talentu jest, walka pomiędzy największymi klubami o podpis Romela pod kontraktem będzie zacięta i będzie trwała do samego końca.

Szczerze mówiąc jestem trochę zawiedziony. Wiadomo, że saga Torresowa będzie jeszcze trwała przez kilka tygodni, a nikt nie może wykluczyć transferu w ostatnim dniu okienka, o 23:49, wraz z późnym świętowaniem pod stadionem. Jeśli tak się stanie to bardziej od Hiszpana w koszulce Chelsea, bardziej chciałbym zobaczyć minę pierwszego lepszego kibica Liverpoolu. Z góry zaznaczam jednak, że na taką ewentualność nawet się nie nastawiam. Poza tym jednak cisza, spekulacje nawet nie są tak ciekawe, a raczej ograniczone do plotek z typu ‘co by było gdyby’. Radzę więc kibicom oczekiwać meczu z Crystal Palace, Ajaxem, Eintrachtem i HSV, a nie spektakularnych transferów. Wreszcie trochę dobrego futbolu, prawda?

środa, 07 lipca 2010
Czas uwierzyć?

Do tej pory Fernando Torres był dla nas nieosiągalny. Pozostawał w sferze marzeń oraz wirtualnych transferów w najróżniejszych grach piłkarskich. Po cichu zazdrościliśmy napastnika, który strzela mnóstwo bramek, sam ciągnie za uszy zespół w górę tabeli, nawet gdy przez sporą część sezonu jest kontuzjowany. Jednak ostatnie wydarzenia, a raczej docierające do kibiców informacje pozwalają fanom Chelsea spojrzeć na możliwość zatrudnienia Hiszpana w Londynie pod innym kątem. I może nawet w ten transfer uwierzyć.

Torres

To, że Chelsea, zarząd, trenerzy i Abramowicz podziwiają Fernando Torresa nie jest żadną nowością. Byliby skończonymi arogantami, gdyby kiedykolwiek stwierdzili, że piłkarz tego formatu w klubie by nam się nie przydał. Oficjalnych ofert czy zapytań do tej pory nie było i wątpię by takie wypłynęły jeszcze w trakcie trwania mistrzostw świata. Warto również powiedzieć sobie szczerze – jeszcze rok temu nie byłoby szans na zatrudnienie utalentowanego napastnika, choćby ze względu na to, że jego Liverpool celował znacznie wyżej, a sytuacja jego klubu ogólnie rysowała się lepiej. Ile jednak potrafi zmienić jeden sezon gry w piłkę…

Liverpool wypadł poza czwórkę, nie ma go nawet w szóstce. Po Rafie Benitezie pozostały tylko flagi, którymi dumnie powiewano na każdym meczu na The Kop. Właściciele boją się zapewne pokazywać w mieście, gdyż z przyjaznym odbiorem spotkaliby się tylko w niebieskiej części Liverpoolu, gdzie dziękowaliby za doprowadzenie największych rywali na skraj finansowego krachu. Drużyna… Cóż, sam Torres, rozczarowany wynikami minionego sezonu, stwierdził, że trzeba zmienić jej oblicze by możliwa była walka o choćby czołową czwórkę. Najpierw przyszedł Martin Broughton (kibic Chelsea), który ma dobrze sprzedać klub, a potem na Anfield zawitał Roy Hodgson, który ma za zadanie przywrócić wyższe standardy futbolu do czerwonej dzielnicy Merseyside.

Problem w tym, że oprócz tego co można wyczytać z oficjalnych stanowisk klubu, są też przecieki, plotki, szepty i… okoliczności. Otóż zaproszony na uroczystą kolację kończącą sezon Chelsea, Martin Broughton stwierdził, że jak Torres będzie chciał odejść, to Liverpool go sprzeda. Hiszpan w tym czasie przygotowywał się do imprezy w RPA (gdzie nie zachwyca), ale on i jego agent ani razu nie zaprzeczyli tym plotkom. Raczej pojawiały się informacje, że Fernando chce zostać w Premier League, walczyć o najwyższe trofea, porozmawiać o swojej przyszłości z Hodgsonem i zarządem The Reds. Na dodatek dzisiaj w Anglii gazety rozpisują się, że Roman Abramowicz wraca do kraju w którym rozgrywane są mistrzostwa świata by samemu zachęcić napastnika do (radykalnej) zmiany barw klubowych.

Ja pozostaję naprawdę wielkim sceptykiem w kwestii tego transferu. Trudno mi uwierzyć by Liverpool był na tyle zdesperowany by puścić swojego najlepszego zawodnika do klubu z którym niby ma bezpośrednio rywalizować o najwyższe cele. Prędzej obiecają mu złote góry byle tylko nadal cieszył grą kibiców na Anfield Road. Do tego Chelsea chce zerwać z wielkimi transferami, a kwota 50 milionów funtów pojawiająca się w doniesieniach, po prostu powala na kolana. Kibiców, ale też ludzi odpowiedzialnych za budżet The Blues. Saga o Torresie na Stamford Bridge jeszcze pewnie potrwa, sam piłkarz sfrustrowany wybitnie nieudanym sezonem (najpierw drużynowo, teraz indywidualnie), chce pojechać na pierwsze od trzech lat wakacje, odpocząć, porozmawiać, zdecydować o swojej przyszłości.

Rozumiem jednak tych, którzy uwierzą w możliwość transferu Fernando Torresa do Chelsea. Pamiętajcie tylko, że nie jesteśmy jedynymi w wyścigu o talent piłkarski Hiszpana – Manchester City może obecnie spojrzeć na kwotę oferowaną przez klub z Londynu, uśmiechnąć się pod nosem i zaoferować dwa razy więcej. Dlatego tym, którzy chcą Torresa w Chelsea, mimo wszystko radzę nie kupować w tej chwili koszulek z jego nazwiskiem, nie wieszać plakatów, nie przerabiać zdjęć w photoshopie. Zaopatrzcie się w cierpliwość, obserwujcie wydarzenia, słuchajcie doniesień. Może faktycznie wkrótce pojawią się takie informacje, które pozwolą nam w ten transfer uwierzyć?

Jednemu zaprzeczyć nikt nie może – lepszej okazji na wyciągnięcie Torresa z Liverpoolu może już nie być.

sobota, 26 czerwca 2010
Transferowo po raz drugi

Dwa ostatnie tygodnie były bardzo pracowite… ale dla piłkarzy występujących w Mistrzostwach Świata. My natomiast śledząc ich poczynania, mamy także jedno oko skierowane na Londyn i działania menedżerów, trenerów, scoutów i działaczy klubu ze Stamford Bridge. Nie da się ukryć, że każdy z nas ma swoich faworytów pośród zawodników, którzy wybiegli już na boiska RPA, ale czy te nazwiska zgadzają się z tymi, które w swoim notesie ma Carlo Ancelotti? Zapraszam na drugie podsumowanie transferowe tego lata w Chelsea.

Silva

Rozstrzygnęło się pare kwestii – przede wszystkim żegnamy Joe Cole’a, Michaela Ballacka i Juliano Bellettiego, ale o tym już pisałem. Niejako kończąc tę historię dopiszę więc tylko, że Niemiec już klub sobie znalazł i wbrew opiniom nie dołączył na piłkarskiej emeryturze do Beckhama, ale wybrał swój zespół, który zna doskonale – Bayer Leverkusen. Nie wiadomo co z Brazylijczykiem, ale słyszałem, że możliwa jest opcja francuska lub portugalska… Oczywiście chodzi wciąż o najsilniejsze kluby. Skomplikowana sprawa jest z Joe Colem. Anglik wciąż przebywa z kadrą na MŚ, wciąż jest faworytem wszystkich oprócz trenera, wciąż nie ma klubu. Na dodatek Manchester United poczuł się na tyle źle z łączącymi klub i zawodnika plotkami, że wszystkie spekulacje zdementował. Na polu bitwy został Tottenham i Arsenal, a pewnie wszystko i tak rozstrzygnie się w rozmowach między Redknappem, Wengerem i samym zawodnikiem. Kto ma większy dar przekonywania?

Wracając już do transferów Chelsea – saga Yossiego Benayouna trwa i przypomina sinusoidę. Raz mamy nawał informacji o Izraelczyku, który już jest w Cobham, już przechodzi badania, już podpisuje kontrakt, już klub przesyła za niego pieniądze… by po jednym takim dniu nastąpiło kilka kolejnych cichych w tym temacie. Gdzie w takim razie jesteśmy z tym transferem? Wydaje mi się, że nawet Carlo Ancelotti i Roman Abramowicz trochę zwątpili w sensowność tej umowy i raczej odłożyli CV Izraelity jako ostateczność w razie gdy zakusy na innych piłkarzy im nie wyjdą. Pisząc to jednak doskonale zdaję sobie sprawę, że, jak to jest w przypadku sinusoidy, jutro czy w najbliższych dniach możemy obejrzeć zdjęcia Benayouna trzymającego koszulkę Chelsea na konferencji prasowej z Ronem Gourlay'em. Dopiero jak tak się stanie, będę usprawiedliwiał ten transfer. Albo przynajmniej próbował.

Tymczasem wniosek o Benayounie jako ‘opcji ratunkowej’ wysnułem po kolejnych dniach kampanii transferowej. Zwłaszcza, że pojawiły się znacznie ciekawsze i bardziej perspektywiczne nazwiska, które także w świadomości kibiców pojawiały się już od dłuższego czasu. Zaczynając od Bastiana Schweinsteigera, czyli skrzydłowego zmienionego na defensywnego pomocnika, rozgrywającego, przez Davida Luiza, bocznego obrońcę Benfiki, do Davida Silvy, skrzydłowego Valencii, którego chce także Manchester City. Temat Niemca upadł dosyć szybko, ale znając trochę rynek, można być przekonanym, że z ewentualną ofertą czy rezultatem negocjacji obie strony czekają do zakończenia imprezy w RPA. Także informacja o Brazylijczyku pojawiła się raz (ale uwaga – nie po raz pierwszy w kontekście Chelsea!), jednak jest o tyle ważna, że jego ewentualne przenosiny do Londynu oznaczałyby odejście z któregoś z obecnych defensorów The Blues.

Więcej miejsca poświęcę Silvie. Rywalizacja o Hiszpana toczy się między Chelsea a Manchesterem City, każdy ma swoją kartę przetargową. Jaką może mieć klub z Eastlands, pytacie? Ani nie awansowali do Ligi Mistrzów, ani nie gwarantują pewności utrzymania szkoleniowca (ale z drugiej strony, kto może to zagwarantować?), ani nie są wprost konkurentami do tytułu mistrzowskiego… Pieniądze, drodzy Czytelnicy. Tylko kasa może zachęcić w obecnych warunkach jakiegokolwiek piłkarza do przejścia do piątego zespołu Premier League, zamiast do mistrza tej zacnej ligi. Na pewno różnica między pieniędzmi oferowanymi przez Chelsea a Citizens, nie jest tak spora, ale znając obecne realia futbolowe, każdy tysiąc może jednak znaczyć więcej niż trofeum wywalczone przez The Blues w minionym sezonie. Decyzja należy do Silvy, ponieważ jak twierdzi jego agent, bez decyzji piłkarza, transferu nie będzie.

Na koniec zostawiłem sobie przyjemną informację. Otóż znalazłem także plotkę, doniesienie, że Chelsea włączyła się do wyścigu o Mesuta Ozila, wielce utalentowanego reprezentanta Niemiec. Kogo nie zachwyciła jego bramka w spotkaniu z Ghaną? Jednak rywalizacja o zawodnika Werderu Brema będzie znacznie trudniejsza. Raz, że nikt nie ma zamiaru go z niemieckiego klubu puszczać, dwa, że we wspomnianym wyścigu uczestniczy także Arsenal i znów Manchester City. Co w takim razie wybierze talent z Werderu? Mentalność zwycięzców Chelsea, młodą kadrę i styl Arsenalu, czy pieniądze City? Żeby każdy miał takie problemy i możliwości…

poniedziałek, 07 czerwca 2010
Transferowo po raz pierwszy

Sezon już się skończył, wszelkie podsumowania na tym blogu również dobiegły końca, a pierwsze informacje o przedsezonowym tournee Chelsea rozbudziły w nas myśli o kolejnym futbolowym roku. I tylko gdyby nie ten mundial… Mniejsza z nim. Ja póki co wciąż pozostaję przy Stamford Bridge i będę wypatrywał zawodników, którzy albo żegnają się z Ronem Gourlay’em, albo są przez naszego chief executive witani po raz pierwszy. Generalnie, jak to w każde lato, nie zabraknie dużej porcji transferowych plotek, a ja w jakimś stopniu postaram się ocenić ich prawdopodobieństwo. Serię, podobnie jak igrzyska, czas zacząć!

Sezon ogórkowy

Plotki póki co możemy podzielić na trzy kategorie: dotyczące zawodników, którzy mają przyjść do Chelsea, ci z klubu odchodzący, oraz informacje dotyczące samego Joe Cole’a. Biedny Anglik nie dość, że musiał się ostatnio zmagać z presją dotyczącą powołania na Mistrzostwa Świata to jeszcze teraz przez całą imprezę będzie pytany o przyszłego pracodawcę. Generalnie błyskotliwego skrzydłowego łączy się z trzema klubami poza Chelsea – Arsenalem, MU i Tottenhamem. Opinie są podzielone, a dziennikarze wręcz przekonani – nieważne co mówi Ray Wilkins, szanse na pozostanie Joey’a na Stamford Bridge spadają dramatycznie. Sam Anglik odpowiada, że o swojej przyszłości zadecyduje dopiero po MŚ, a wtedy może być już bez umowy z The Blues. Choć z drugiej strony, jak jego reprezentacji podwinie się noga... Kwestia transferu pozostaje więc otwarta, a wszystko sprowadzi się oczywiście do pieniędzy. Kto da Joe Cole’owi sto tysięcy tygodniowo, wygra jego podpis pod kontraktem…

Pierwszy tydzień czerwca upłynął względnie spokojnie, a Chelsea nie łączono ze zbyt dużą ilością graczy. Nic zresztą dziwnego, ponieważ większość plotek dotyczyła wyprzedaży Liverpoolu (a raczej wszystkich czterech porządnych graczy, którzy tam się ostali), hurtowych zakupów City oraz zamieszania związanego ze zwolnieniem Beniteza. Niemniej jednak ostało się kilka ciekawych doniesień z których jedna dotyczy niewypału transferowego BarcelonyZlatana Ibrahimovicia. Po sprowadzeniu Villi ponoć Szwed stał się zbędnym ogniwem dla Guardioli, ale też zarazem wykluczył on przeprowadzkę do Anglii. Ponoć zmienić miał zdanie po tym jak w Miami namawiał go do tego sam Carlo Ancelotti… co jest ryzykowną (o ile prawdziwą) taktykę, która już raz Chelsea doprowadziła do zakazu transferowego. No, ale może to tylko zbieg okoliczności, że obaj odpoczywają w tym samym kurorcie, prawda?

Kolejnym napastnikiem wiązanym z Londynem jest Torres, który ponoć odrzucił 200 tysięcy tygodniowo na City of Manchester Stadium by grać na Stamford Bridge. Tylko czy Chelsea w porę wykorzysta chaos na Anfield Road? Czy to przypadek, że tymczasowy prezes Liverpoolu, Martin Broughton (prywatnie kibic The Blues) na uroczystej kolacji Chelsea podzielił się informacją o możliwym odejściu Torresa? Wiecie, że takie plotki to woda na młyn dla bulwarówek i tym podobnych, które od razu do swojej teorii dopisały sporą sumę, rzekomo przygotowaną na ten transfer przez Abramowicza. Na nasze szczęście po początkowo gorącej linii między Chelsea, a Liverpoolem i agentem Yossiego Benayouna, teraz sprawa przygasła. Kupowanie trzydziestolatka, nawet tak uniwersalnego i utalentowanego mijałoby się z celem nakreślanym ostatnio przez władze naszego klubu.

Czas więc na informacje dotyczące zawodników, którzy raczej długo nie nacieszą naszych oczu swoją grą na Stamford Bridge. Wbrew pozorom nie chodzi o żadnego z czwórki typowanych do odejścia Portugalczyków (kolejno: Hilario, Ferreira, Carvalho i Deco), ani jednego Brazylijczyka (Belletti). Pewnie negocjacje dotyczące tych piłkarzy toczą się w zaciszu gabinetów, a kaliber klubów zainteresowanych oraz samych zawodników (głównie przez ich wiek) nie jest na tyle interesujący by teraz zapełniać nimi kolumny tabloidów. Tak więc zamiast zabrać się za starych, brukowce wyprzedają naszą młodzież – pierwszy w kolejce o dziwo jest Miroslav Stoch, także przebywający w RPA. Ponoć Słowak nie widzi się w składzie (taktyce?) Chelsea, boi się ograniczonej ilości szans i, po wspaniałym sezonie w Twente, nie chce wykonać przysłowiowego kroku do tyłu. Ze źródeł Twitterowych wiem, że agent wstępnie nie zgodził się na negocjacje dotyczące nowego kontraktu ze Stochem. Może szukał mu nowego klubu? Pojawiły się przecież doniesienia, jakoby utalentowany skrzydłowy był na celowniku Galatasaray, a Turcy za przyjemność oglądania młodziaka w akcji byliby skłonni wyłożyć dwa i pół miliona funtów…

Kolejny z wypożyczonych w minionym sezonie, Franco Di Santo, ponoć zaimponował. Trudno powiedzieć czym, skoro grał generalnie mało, a jeszcze mniej strzelał, ale wiemy przynajmniej komu. Argentyńczykowi z nieargentyńską techniką przyglądał się (prawie) nowy szef Boltonu, dla jednych Mesjasz, dla innych niegrzeczny chłopczyk, Owen Coyle i ponoć byłby skłonny dokoptować go do swojego składu za jedyne dwa miliony funtów. Tylko czy Chelsea pójdzie na taki interes wiedząc, że po dwóch latach będą stratni prawie półtora bańki za wciąż młodego napastnika? Może to mieć sens tylko i wyłącznie gdyby Ancelotti spisał Argentyńczyka na straty, albo robił miejsce w składzie dla nowego snajpera… czyżby wpis zatoczył koło i musielibyśmy cofnąć się do jego początku patrząc zwłaszcza na nazwiska Torresa i Ibrahimovicia?

Kto choć trochę interesuje się teoriami spiskowymi, ich powstawaniem, twórcami ten wie, jak wiele mają one wspólnego z przygotowywaniem plotki transferowej przez dziennikarzy. Najpierw dostaje się nazwisko, potem mniej więcej określany jest klub do którego miałby się on udać, kreuje się sytuację sprzyjającą dla takiej umowy, łączy z innymi plotkami (wybiórczo, oczywiście), a potem wszystko spisuje w kilka przejrzystych zdań tak, by nawet najprostszy z kibiców zrozumiał. Nie dajcie się zwieść mundialowi, uważnie rozglądajcie się za ciekawszymi plotkami, a na bloga zaglądajcie, bo ja obiecuję, że co tydzień, a może nawet krócej przy zwiększonym natężeniu doniesień, będę dzielił się nie tylko opinią o transferach, ale także starał się je tłumaczyć. Czy z powodzeniem? Zobaczymy na koniec sierpnia…