wtorek, 01 maja 2007
Terry ROX!

Jak podała strona BBC, John Terry chce po zakończeniu kariery zostać.. managerem. A wszystko to w jego i mojej ukochanej Chelsea! Obecnie 26-letni środkowy obrońca, kapitan reprezentacji Anglii, powiedział, że negocjuje 9-letni kontrakt z klubem w którym to zawarta byłaby klauzula umożliwiająca przejęcie przez niego sterów. Zresztą.. sami przeczytajcie:

"Kiedy rozmawiałem o swoim nowym kontrakcie w Chelsea braliśmy pod uwagę 9-letni kontrakt z możliwą opcją przejęcia roli trenera/managera na jego końcu. To zdecydowanie jest droga którą chcę podążyć. Chcę zdobyć licencję i wtedy podejmę ostateczną decyzję."

IMHO jest to GENIALNY i ŚWIETNY pomysł. JT jest człowiekiem o wielkiej charyźmie, osobowości na boisku jak i poza nim. Zawsze na czele drużyny, Jose Mourinho ma do niego olbrzymie zaufanie, zreszta podobnie jak trener reprezentacji Anglii. Dodatkowo z pewnością po wieloletniej karierze byłby w stanie przekazać innym swoją nabytą wiedze o piłce, którą sam odbierał od najlepszych fachowców. Nie muszę mówić, że JT już jest na Stamford LEGENDĄ. Może jeszcze nie taką jak choćby Peter Osgood (RIP) ale kibice darzą go wielkim szacunkiem. Jestem przekonany, że podobnie jak Roy Keane poradził sobie z Sunderlandem tak i JT #26 poradziłby sobie z Chelsea.. 9 lat to cholernie duży przedział czasowy i wiele może się wydarzyć jednak ja jestem przekonany, że akurat Terry będzie przez ten czas w Chelsea, i z Chelsea, na dobre i na złe!

You're the Legend, Blue Legend, Johnny!

poniedziałek, 30 kwietnia 2007
Przedmeczówka na szybko.

No to na szybko, news flash z tego co sie dzieje w obozie The Blues przed meczem z Liverpoolem.

-> Andryi Shevchenko wypadł ze składu i dołączył do kontuzjowanych Michaela Ballacka i Ricardo Carvalho. Niestety nie podali jakiego to rodzaju jest kontuzja. Jest i dobra strona z tej informacji. Shevchenko ostatnio grał tak beznadziejnie, że wcale może go nie być żal!

-> Bo wraca do składu Arjen Robben! Tak, tak, ten sam który był kontuzjowany i miał nie grac do konca sezonu dziś uczestniczył w oficjalnym treningu przedmeczowym na Anfield! Pełna kadra na mecz przedstawia się następująco: Cech, Cudicini, Hilario, A. Cole, J. Cole, Essien, Lampard, Makelele, Terry, Kalou, Drogba, Obi Mikel, Geremi, Diarra, Ferreira, Wright-Phillips, Morais, Robben, Boulahrouz..

-> Po zwycięstwo! Up the Blues!

niedziela, 29 kwietnia 2007
The day after.

Jak kac. Jak wielki kac moralniak. Tylko, kto mądry w 45 minut zrobiłby z siebie kompletne warzywo. No prawie kompletne. W każdy razie mocno zapił. A takie właśnie towarzyszy mi dziś uczucie. Jak i cały poprzedni wieczór.. Ciężko mi właściwie wytłumaczyć co sie wczoraj stało, jak i dlaczego. Po prostu mam ciemno przed oczami jak przypominam sobie, że w 50 minucie marzyłem o trzecim z rzędu tytule Mistrz Anglii a po 90 stałem i nie mogłem wydusić z siebie słowa. Przejde od razu do oceny drużyn, szkoda miejsca na opisywanie mych męczarni..

Chelsea Londyn: Po prostu.. Nie wiem. Shevchenko, Geremi.. nawet Diarra.. zagrali beznadziejnie słabo. Niestety Ukrainiec nie potrafi grac pod presją, a jeśli co to jeszcze sie uczy.. Tu nie ma tyle miejsca co w lidze włoskiej gdzie krycie 'na radar' jest standartem  a nie wyjątkiem.. Geremi fatalnie, zarówno z tyłu jak i w ofensywie.. Nic, poza zmarnowanymi szansami na akcje, bramki, strzały.. No wystarczy. Zagrał bardzo słabo. Diarra.. Czy to klątwa jakaś? Nie wiem. Podobał mi się Kalou, Lampard, Essien.. Oni autentycznie wnieśli coś do meczu. Nawet Didier coś słabiutko, przewracał się, nie wywalczył choćby połowy piłek co z Liverpoolem. SWP na swoim poziomie, raz lepiej raz gorzej. Stać go na więcej.. I jeszcze cholera na domiar złego Carvalho doznał kontuzji.. Nie bez kozery Jose mówi o nim jako najlepszy obrońca Chelsea w tym sezonie.. Wielka, wielka szkoda. I najgorsze że wypadł z kadry z meczu rewanżowego z Liverpoolem. Pewnie zastąpi go albo Essien albo Khalid Boulahrouz który powoli wraca po kontuzji.. Ballack przeszedł w piatek operacje. Najgorsze jest to, ze naprawde, momenatmi Bolton nie miał nic do powiedzenia. Nie mogli nawet powąchać piłki  a Chelsea cały czas rozgrywała.. Tylko nie wiem czemu, do cholery czemu bawili się tą piłką, starali się wejść jak najbliżej.. Praktycznie do bramki. Ale to pozostanie nieodgadnione dla mnie. Na plus fantastyczny doping, naprawde, trybuny cały czas żyły i gdyby ktoś mądry to komentował na C+  a nie Przemek Rudzki który chyba był albo na kacu albo jeszcze pijany, mówił bez składu i ładu i po prostu jakby mecz był bez emocji.. Ale czego spodziewać się po dziennikarzu Faktu? Na minus, kontuzja Carvalho, błędy sędziego (a to z ręką to już wogóle skandal.. Czemu teraz ja też mam wrażenie że MU w takiej sytuacji dostałoby karnego? Choć piłka nawet nie była na lini pola kaarnego ale jednak.. CR puściłby oczko do sędziego i jedenastka..) i fatalna postawa kilku zawodników. No, aha, i jeszcze jedno małe coś. Tytuł stracony..

Bolton: Będę się streszczał. Przyjechali osłabieni, jedynym zagrożeniem były stałę fragmenty gry. I niestety tak sie złożyło, że to one zadecydowały. Brawa dla Sama Allardyce'a. Czemuście mi to zrobili?! 

sobota, 28 kwietnia 2007
Walka do ostatniego gwizdka..

Jak 45 minut może zmienić dzień, humor. Zmienić, zniszczyć. Po pierwszej połowie Chelsea prowadziła z Boltonem 2-1 a Everton wygrywał 1-0 z ManYoo. Oba kluby 'The Blues' w drugiej połowie zawiodły, w najważniejszych momentach.. Chelsea zremisowała ostatecznie 2-2 a Everton uległ aż 4-2. 5 pkt, 3 mecze. Nawet jeśli Londyńczycy pokonają 9 maja na Stamfrod 'Czerwone Diabły' to nadal będą aż 2 pkt. I jeden mecz do końca. Dla wielu drużyn oznaczałoby to koniec sezonu, tak dla Liverpoolu, Arsenalu.. Podopieczni Jose Mourinho mają jednak o co jeszcze walczyć! To NADAL może być wspaniały sezon dla THE BLUES! I ja w to WIERZE! Finał Ligi Mistrzów jest na wyciągnięcie ręki, finał FA CUP już jest.. Warto powalczyć, choćby dla wszystkich tych kibiców którzy dzisiejszą drugą połowe na Stamford Bridge będą chcieli jak najszybciej zapomnieć..

Później napiszę coś więcej, teraz nie jestem w stanie ogarnąć tego meczu i wogóle.

Chelsea Londyn 2-2 (2-1) Bolton Wanderers

bramki- dla CFC: Kalou 20', Jaaskelainen 34' (og); dla Boltonu: Michalik 18', Davies 54'.

Składy-

CFC: Petr Cech - Ricardo Carvalho (29. Frank Lampard), Wayne Bridge, John Terry, Shaun Wright-Phillips, Lassana Diarra (60. Joe Cole), Michael Essien, Geremi, John Obi Mikel, Andriy Shevchenko (46. Didier Drogba), Salomon Kalou

Bolton: Jussi Jaaskelainen - Abdoulaye Meite, Lubomir Michalik, Gary Speed, Andranik Teymourian, Idan Tal (77. James Sinclair), Ricardo Gardner, Ivan Campo, David Thompson (46. Ricardo Vaz Te), Nicolas Anelka (89. César), Kevin Davies

piątek, 27 kwietnia 2007
Blisko, bliżej..

Krótki  round-up co sie działo w Klubie dnia dzisiejszego:

-> Arjen Robben być może zdąży na samą końcówke sezonu wyleczyć się z kontuzji którą odniósł w trakcie meczu reprezentacji Holandii. Młody skrzydłowy dzisiaj po raz pierwszy uczestniczył w treningach z pierwszym zespołem od czasu operacji kolana. Ostatni mecz w Chelsea rozegrał przeciwko Tottenhamowi 19 marca bieżącego roku.

-> Coraz więcej pozytywnych informacji. Wszyscy zdrowieją, nie ma w skłądzie większych ubytków, ci którzy grali w środe odpoczywali natomiast rezerwowi trenowali na całego. Przypomnę, że mecz z Liverpoolem był 58 rozegranym przez The Blues w tym sezonie. Mimo tego asystent Mouringo, Steve Clarke powiedział: "W lecie zawodnicy będą straszliwie zmęczeni, póki co grają na fali emocji, adrenaliny, resztki sił z przygotowań do sezonu, pragnienia zdobycia wszystkich możliwych tytułów. Do końc sezonu na pewno wytrzymają ale w lecie będą potrzebowali kilku tygodni odpoczynku, bardzo zasłużonego."

-> Już jutro o 13-45 Chelsea zmierzy się u siebie z Boltonem. Do końca sezonu pozostały w sumie 4 kolejki, tylko 12 punktów do zdobycia. Chelsea po meczu z Boltonem czekają mecze z Arsenalem (wyjazd), Manchesterem United i Evertonem (obydwa u siebie). Bolton jest szczęśliwym rywalem dla Chelsea. Przypomnę, ze dwa sezony temu to na boisku jutrzejszego rywala The Blues sięgneli po drugi w historii Klubu tytuł Mistrza Anglii. Rok później historia praktycznie się powtórzyła. Do gry powraca Essien, jednak najprawdopodobniej troszke za wcześnie jest jeszcze dla Michaela Ballacka i Arjena Robbena (o nim, czytaj wyżej).

-> Nie mogłem zapomnieć o Manchesterze United. Jutro kolejna szansa na doścignięcie Czerwonych Diabłów, ponieważ skład Sir Fergusona jest trapiony wieloma kontuzjami, szczególnie formacja obronna. Jednak nie wolno zapominać, że tak czy siak podopieczni czerwononosego Szkota są w bardzo wysokiej formie. Jutro zmierzą się również o 13-45 na Goodison Park z Evertonem. Czy David Moyes ustawi autobus we własnym polu karnym? Czy Joseph Yobo strzeli gola? Czy The Blues z Liverpoolu pomogą The Blues z Londynu? Zobaczymy. A raczej powinienem napisać.. Ściskam kciuki;)

Jose Arrogantio i Didier Peskovic w akcji.

Świetna sprawa, nawet mimo tego że naśladowanie głosu JM powinno być lepsze.. No ale mina na końcu i stwierdzenie 'Referee is a tit!' robi za wszystko:D

Wojna na gesty.. wojna na słowa.. Odcinek 666.

No tak, im bliżej meczów Chelsea i ManYoo tym więcej będzie docinków słownych, zrzucania presji, winy i innych ciężarów mentalnych na największych w tym sezonie rywali. Od czego zaczęło się tym razem? Ano od karnych a raczej ich braku. 'The Special One' po meczu z Newcastle stwierdził, że powstała nowa reguła, która zabrania sedziom odgwizdywania karnych dla rywali MU i również dla samej Chelsea. Nie będę przeszukiwał stosów artykułów, relacji i innych papierzysk by przynać racje Jose. Może ma racje może nie, pewnie jakiś uniwerek w USA niedługo podejmie się badań o tych karnych i jaki miały one wpływ na wzrost populacji żab w Essex.

Wtem, na obrone FA przyszedł wielki Kris. Kris Żenaldo.. Cristiano Ronaldo, sorry. Oburzył się, stwierdził, że to nieprawda, przecież sędziowie nie dyktują tylu karnych dla jego klubu choćby po 'faulach' (czyt. efektownych krzykach i upadkach) na nim samym. JM w swoim doskonale znanym (i rónież mniej lub bardziej lubianym) stylu odpowiedział mu, że skoro nie dostrzega tego i jeszcze gorączkowo zaprzecza to jest kłamcą! Zarzut jak najbardziej bezpodstawny przecież Cris jest najuczciwszym zawodnikiem na świecie, nigdy nie wymusił karnego, czy też kartki dla rywala w meczu na Mistrzostwach Świata.. No i poleciało.. Sir Bobby Charlton, Sir Alex Ferguson i jeszcze ser szwajcarski w jednym rzedzie staneli w obronie biednego Portugalczyka. Pierwszy z nich krótko i dosadnie stwierdził że Jose sam jest kłamcą i uznał je za nonsens. Natomiast czerwononosy Szkot, już bardziej dosadnie, niczym wściekły byk czy też Tommy Lee Jones w 'Ściganym',  oburzył się i stwierdził, że nazywanie kogoś kłamcą jest straszliwe! No bo jak to tak, ktoś jest jednego zdania, drugi innego i już jeden jest kłamcą. No w sumie, zazwyczaj ktoś jednak jest bliżej prawdy a ktoś dalej i ten z drugiej pozycji już jest raczej kłamcą.. no albo chociaż ślepy!

Spór oczywiście będzie wyolbrzymiać angielska prasa, z The Scum na czele. Zapewne za kilka dni obejrzymy w tej gazecie zdjęcia z Egiptu na których Sir AF będzie się opalał w czapeczce Chelsea obok posłanki Sandry z Samoobrony a Jose będzie się kamuflował by zamontować podsłuch w szatni Man Yoo na Stamford i Wembley (no i kto wie.. może i do Aten dotrze?!).

Tym miłym akcentem zapraszam na kolejne wydanie 'Wojen słownych':)

czwartek, 26 kwietnia 2007
Wypowiedzi pomeczowe CFC 1-0 LFC.

Na pierwszy ogień Jose Mourinho, jako trener gospodarzy.

"Jestem zadowolony z piłkarzy, nawet bardziej z dobrego rezultatu jakim jest 1-0. Pierwsza połowa była świetna ze strony moich podopiecznych, w przerwie byliśmy sfrustrowani tym, że nasza przewaga jest tylko jednobramkowa."

"Sędzia również miał dobre spotkanie, może pomijając nieodgwizdanie zagrania ręką jednego z rywali we własnym polu karnym. Pokazał tylko jedną żółtą kartkę, choć mogły być dwie. Jednak nic poza tym, piłkarze byli bardzo dokładni, grali fair. "

"Jednak to nie sędziego wina, że skończyło się tylko na 1-0. W pierwszej świetnej połowie mogliśmy strzelić nawet dwie, trzy bramki. Mieliśmy wiele okazji do zdobycia kolejnych bramek więc wynik 1-0 jest dosyć niski. W drugiej połowie oczekiwaliśmy reakcji Liverpoolu i doczekaliśmy się tylko jednego strzału Gerrarda i świetnej interwencji Cecha. Gra toczyła się bardziej na naszej połowie i nie mieliśmy już tylu okazji. Jedynie Lampard mógł podwyższyć po zagraniu Didiera."

"Liverpool jest silniejszy u siebie, ma historię za sobą. Jednak mamy równe szanse. Piłkarze mają swoje marzenie i jedziemy tam by dotrzeć do finału w Atenach."

No i z obowiązku, bo przecież nie przyjemności, wypowiedź grubego Rafy B.:

"Pierwsza połowa nie była dla nas udana.Chelsea miała wiele okazji nie dlatego, że grała dobrze, to my zbyt łatwo oddawaliśmy piłkę i pole. Rozmawialiśmy z piłkarzami przed meczem o ostrożności, ponieważ wiemy jak bardzo rywale lubią grac z kontry. Ale w pierwszej części gry popełnialiśmy błędy, podejmowaliśmy złe decyzje. "

"W drugiej połowie mieliśmy swojego snajpera, znacznie więcej z gry i więcej okazji do zdobycia gola.Teraz jednak patrzymy na mecz u nas, przed naszą publicznością. Mamy do siebie zaufanie, wiemy, że jesteśmy dobrą drużyną, potrafimy strzelać bramki i jesteśmy w stanie wygrać. "

"Nie wiem jakie są szanse obu drużyn, wiem jednak, że jesteśmy w stanie awansować do finału."

Stop dreamin' Rafa!:)

Chelsea 1-0 Liverpool, 25/04/2007, półfinał Champions League.

Pisanie, czy raczej narzekanie, że mecz był nudny, bardzo mnie irytuje. Przed meczem, wszyscy, dosłownie wszyscy wspominali bezbramkowe spotkania obu drużyn w Lidze Mistrzów, rok i dwa lata temu. Jasne, padła jedna bramka, ale negatywne nastawianie się do tego spotkania od razu wypacza jego oglądanie. I tak właśnie było w wypadku 90% oglądających to spotkanie z Dariuszem Szpakowskim na czele.

Choć komentator ten starał się jak mógł nie umiał podnieść emocji tego dobrego meczu. Tak, dobrze czytacie, dobrego, ciekawego, szybkiego spotkania. Choć podkreślał milion razy jak fenomenalne tempo było tego meczu, ludzie czują się zawiedzeni. A ja nie!

Mecz Chelsea to dla mnie zawsze, zawsze, kilka ran przy paznokciach, rozdrapane nogi, kłótnia z ojcem etc. Nie inaczej było wczoraj. Pozwólcie że nie będe opisywał tegoż spotkania. Macie od tego milion serwisów internetowych, relacji co nie miara. Ja natomiast ograniczę się do krótkiej oceny jednej i drugiej drużyny.

Chelsea Londyn: Grała lepiej, znacznie lepiej. Pewnie w defensywie, szybko w ataku. Niestety długimi okresami niedokładnie. John Terry, Ricardo Carvalho, Ashley Cole, John Obi Mikel, Claude Makelele czy nawet Paulo Ferreira nie dali rywalom ani pola ani możliwości by ci zagrozili poważnie bramce Cecha więcej niż jeden raz. Taktyczny majstersztyk The Special One. Oparcie gry o kontrataki było bardzo rozsądne, choć niestety zawiódł Shevchenko, miotając się po boisku bez celu. Drogba jak zwykle, standartowo, fenomenalnie. Walka w górze, przepychanie się, dość powiedzieć, że wygrał znaczną większość tych pojedynków. Szkoda tylko, że kilka razy zachował się głupio, źle rozegrał piłke. Choć najważniejsze w tym spotkaniu podanie, akcje, zrobił idealnie. Joe Cole nie mógł zmarnować czegoś takiego. Mimo kilku jeszcze okazji w drugiej połowie wpadła tylko jedna bramka. Szkoda, ale zaliczka z tego meczu, a przede wszystkim brak straconej bramki u siebie, jest bezcenne. I może się okazać kluczowe w pojedynku za tydzień.

Liverpool: Słabo, bezbrawnie, bez pomysłu... Choć głupio to zabrzmi ale Liverpool zawiódł i mnie. Ale to nie moja sprawa, ja wierzę, że niektórzy na polskiej stronie tego klubu lepiej ode mnie opiszą to spotkanie. Aha, no i wierzę głęboko, że Gruby Rafa nie wyciągnie wniosków z tego meczu.. No, może nie będe się rozpędzał. Jeśli tak zagrają w rewanżu, to 23 maja w Atenach jedna z drużyn na pewno będzie z Londynu.

Chelsea Londyn 1-0 (1-0) Liverpool

bramka: J. Cole (29')

Składy.

Chelsea: Cech - Ferreira, Carvalho, Terry, A. Cole - Obi Mikel, Mekelele, Lampard - J. Cole (85. Wright-Phillips), Drogba, Szewczenko (76. Kalou)

Liverpool: Reina - Arbeloa, Carragher, Agger, Riise - Mascherano, Xabi Alonso (82. Pennant), Gerrard, Zenden - Bellamy (52. Crouch), Kuyt

No i 1-0!

Na start.

Jak tu zacząć? Nijak, przedstawie się.

Mam 20 lat. Od ponad 5 fanatycznie wspieram drużynę z Londynu, Chelsea (pseudo 'The Blues'). Tak, choć może się wam to wydawać dziwne jestem jeszcze sprzed początku rządów Wielkiego Romana (Abramovica, nie Giertycha). Studiuję, może to też wyda wam się ważne? Wielbię Lige Angielską (znaną bardziej jako PremierLeague, Premiership). Nie zdarzyło się bym z przyczyn racjonalnych przepuścił oglądanie jakiegoś meczu (w sensie np. jak sam mam mecz, czy nie ma transmisji). Jak już wspomniałem sam staram się grać. Liga niska więc nie ma co się chwalić. Gram z '11'. Ale do klasy Drogby jeszcze lata świetlne. Co tu dużo mówić, choć piłka to moje życie to potrafię spojrzeć krytycznym okiem (choć wielu twierdzi że nie, ale czasami naprawde jestem w stanie się poświęcić!), wyśmiać kogoś, coś.. i mniej więcej o tym także tu będzie. Do tej pory udało mi się 'zaliczyć' jedno spotkanie The Blues na żywo. W Cardiff o Tarcze Dobroczynności. Ale zwiedziłem też mą mekke czyli Stamford Bridge. I było warto.

Tak więc.. Keep The Blue Flag Flyin' High!

1 ... 91