Blog > Komentarze do wpisu
Warnock na statku, Palace do spadku

Straciłem wiarę w Crystal Palace.

Oglądałem ich mecz z Arsenalem na otwarcie nowego sezonu i, 48 godzin po odejściu Tony'ego Pulisa, nie widziałem zespołu rozbitego, grającego bez głowy lub z myślami daleko od murawy pięknego stadionu The Emirates. To nadal był jego zespół, odpowiednio ułożony, taktycznie zdyscyplinowany, trudny do rozbicia i z jakością w szybkim ataku. Nawet jeśli wciąż nie na tyle odpowiednią, by wywieźć stamtąd punkt, to do walki o utrzymanie wystarczającą.

Oglądałem skrót ich spotkania z West Hamem i widziałem zespół, który potrzebuje nowego trenera. Można cenić Keitha Millena za jego doświadczenie w pracy trenerskiej, ale przy braku doświadczenia w byciu numerem jeden na stałe (udało mu się tylko przez jakiś czas w Bristol City) szanse na utrzymanie by malały. Crystal Palace było tego dnia chaotyczne, słabe i bez pomysłu.

Od dzisiaj ich pomysłem jest Neil Warnock. I tak straciłem w nich wiarę.

Pamiętajmy o istnym sztormie przez jaki przeszedł klub w ciągu ostatnich dwóch tygodni. To była walka najpierw z Pulisem, później przy negocjacji z kolejnymi trenerami, następnie presją otoczenia, by nie tylko zrezygnować z rozmów z Malkym Mackayem, ale też wyrzucić z Selhurst Park Iaina Moody'ego. W takich warunkach ciężko nie tylko o wzmocnienie składu w ostatnich, kluczowych zwykle dla takich klubów jak Palace dniach okienka transferowego, ale też rekrutowanie menedżera.

Tym bardziej dziwi mnie to, że Crystal Palace, zamiast burzy się postawić, sytuację opanować i, mimo wszystko w mniej beznadziejnych okolicznościach niż przed rokiem, budować zespół zdolny do utrzymania. Niepotrzebne są rewolucje, można działać tak skromnie jak do tej pory, ale z rozsądkiem. Dlatego Neil Warnock do tego schematu "przetrwania i działania" kompletnie nie pasuje.

Patrzcie na ostatnie przygody Warnocka - każdy klub, który pozbywał się go w ostatnim czasie robił to po wielkim skandalu, przy hałasie w mediach i pod presją kibiców. Neila Warnocka nie da się bowiem lubić, w Leeds powiedzą Wam, że i o szacunek ciężko. Dlaczego?

To menedżer nie zespołu piłkarskiego, ale chaosu. Tam, gdzie wpada zawsze robi się ciekawie - nagle wokół stadionu krążą znajomi agenci, robi się dziwne transfery wyłącznie według jego "widzimisię", a dziewięćdziesiąt minut meczu służy mu do wyzywania sędziów. Tak naprawdę, przeglądając jego karierę szkoleniową, dowiecie się, że on nie jest winny żadnej porażki, klęski, spadku i katastrofy - to ci źli, ale też łysi, grubi, przypadkowi goście (to wszystko epitety regularnie używane przez Warnocka) panowali nad jego losem.

Losem, który według niego samego powinien być łaskawy. W zeszłym roku było kilka ciekawych wypadków - sam Warnock w jednym z wywiadów twierdził, że on powinien pracować w Premier League, ale dla takich jak istnieje coś na kształt "szklanego sufitu".  Z kolei sam przylepił sobie łatkę menedżera odpowiedniego do roboty w Championship, człowieka skrojonego na specyfikę tych dynamicznych i niemożliwych do okiełznania rozgrywek.

Kiedy najlepiej wypada Warnock? Gdy szuka pracy - wtedy jest miły, przyjazny, rzuca anegdotkami, a czasem zdarzy się, że w The Independent przeczytacie jego całkiem ciekawe spostrzeżenia. 

Jednak ponad 1300 spotkań w roli menedżera nie nauczyło go zbyt wiele. Lista jego kłótni z sędziami, rywalami jest pewnie najdłuższa w angielskiej piłce. Strateg z niego żaden - on wiecznie reaguje, zawsze jest na etapie zażegnywania kryzysu. Jeśli już, to on wpędza klub i drużynę z chaosu w chaos, z kryzysu w kryzys. W Leeds działy się różne cuda, ale w większości wypadków "inicjatywę" miał zawsze Warnock. Do tego dochodził fatalny styl ("hoofball") i kiepskie wyniki jak na rangę klubu. Nie mówię o oskarżeniach (nie mediów - samych piłkarzy!) wobec niego, że od "swoich" zawodników pobiera "wejściówki" po wcześniejszym zagwarantowaniu im odpowiednich bonusów.

To nie jest człowiek na ten moment dla Crystal Palace. Owszem, pomógł im w olbrzymi sposób, gdy poprzednio tam pracował, ale teraz i Selhurst Park jest innym miejscem. Wreszcie pełnym kibiców, ze stabilną sytuacją finansową i działaniem na swoją miarę. O to też poszło z Pulisem, chociaż Steve Parish pewnie by zaprzeczył - wydawanie ponad możliwości, istnienie w pewnych ramach, na wyznaczonych zasadach, także zachowania. Przecież o to chodziło w zwolnieniu Moody'ego, prawda?

Tymczasem zatrudnienie Warnocka wygląda fatalnie zarówno dla piłkarzy (wypada pozdrowić Jasona Puncheona), jak i klubowych finansów. - Tu nie ma co trenować, tu trzeba dzwonić - rzekł kiedyś pewien polski klasyk, a teraz po prostu idealnie powiedzenie to przypasuje do Warnocka.

Przykra sprawa. W Anglii wiele mówi się o dawaniu szans angielskim szkoleniowcom, ludziom, którzy pochodzą z "nowej fali" i są "ograniczani" przez zagranicznych menedżerów. Po prawdzie, to jednak efekt działania takich "Warnocków", ich cwaniactwo i swego rodzaju szpan, styl bycia, odrzucania możliwości własnej winy... To zniechęca większe kluby do inwestowania czasu i szans w rodzimych szkoleniowców. 

Neil Warnock narzekał na "szklany sufit", ale tak naprawdę on i jemu podobni menedżerowie wyznaczają go, blokuję miejsce, bo mają "znajomości", "swoje metody" i gadane. Może spadek z Crystal Palace rozbije to wrażenie. Szkoda, fajny zrobił się to klub.

środa, 27 sierpnia 2014, mzachodny

Polecane wpisy

  • Wiem, co robi Arsene Wenger

    A przynajmniej tak mi się wydaje. Może i dziwacznie wyglądało starcie Arsene'a Wengera z Jose Mourinho, a jeszcze dziwniej to, jak zachowywał się w obliczu sły

  • Pellegrini z Mourinho nie powalczy

    - Zagrali bardzo podobnie do Stoke, gdzie jako duży zespół walczyliśmy z małą drużyną posiadającą bardzo dobrych piłkarzy, która tylko się broniła i próbowała u

  • Oezil najsłabszym ogniwem i lekarstwem Arsenalu?

    Już wszystko zostało przeanalizowane, sprawę rozwałkowano, Wengera skrytykowano, a Oezila w jakimś sensie rozgrzeszono. Nie jego wina, że wbrew własnej woli jes

Komentarze
Gość: przecinek, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/08/29 21:11:46
Dobry tekst. Ilu takich Warnocków pracuje w polskiej lidze? Bo trenerów takich jak Skorża, czy Zub, za którymi nie stoi kariera zawodnicza i zawarte wówczas znajomości, jest bardzo, bardzo mało...
-
Gość: 3maj, *.248.246.195.skyware.pl
2014/08/29 23:46:38
Warnock przyszedł do Palace gdy to stało na skraju bankructwa. Na jakie kokosy liczył??
Teraz wrócił gdy Parish dał jasny sygnał, klub nie będzie szastał by nie wrócić do sytuacji z zarządem komisarycznym na plecach. Warnock zna klub z jego wszystkimi ograniczeniami, a zarząd nie da się wciągnąć w zabawę Premierleague za wszelką cenę. Czy Warnock uratuje PL dla Orłów? Z Szablami niewiele mu brakło, a przecież też miał drugologową ekipę.
Pulis zrobił doskonały wynik, ale wiedział, że go nie powtórzy, a prezes nie da mu grubej kiesy na frykasy, więc żeby nie zbabrać sobie CV zwiał.

Palace lubi angielskich prawdziwków. Holloway, Pulis czy Warnock to jedna banda. Takie Smudy znad Tamizy.
Mnie się jednak podoba konsekwencja Parisha, że nie ugiął się przed Pulisem