Blog > Komentarze do wpisu
Do zobaczenia jutro

Gdyby ktokolwiek sądził, że pucharowa porażka z Blackburn spłynie po Wengerze w natłoku emocji spowodowanych zbliżających się meczów w lidze i Europie, ten powinien obejrzeć konferencję przed spotkaniem z Bayernem. "Czemu się na mnie gapisz?" - fuknął Francuz na dziennikarza, a następnie obcesowo przerwał krótki wywód dziennikarki prowadzący do zadania mu pytania.

Przy jego wszystkich wadach, wyśmiewanych tekstach o incydentach, których nie widział czy uściskach dłoni, które potraktował może zbyt honorowo - Arsene Wenger był i jest uważany za jednego z niewielu dżentelmenów w futbolu. Po sobotnim meczu z Blackburn, zanim zaczęła się pewnie najtrudniejsza z konferencji w jego karierze, zdążył jeszcze oddać przysługę jednej z akcji charytatywnych, które firmuje swoim nazwiskiem.

Arsene Wenger zawsze chciał być dobrze rozumiany przez kibiców. Chciał by wierzyli, że jest w nim więcej ambicji niż stwierdzenia o pucharze za czwarte miejsce, by za nim stali, by okazali jeszcze więcej cierpliwości. Niektórych może dziwić to, że wkurzył się na prasowe doniesienia o domniemanym przedłużeniu własnego kontraktu (Raphael Honigstein wręcz stwierdził, że jest jedynym znanym mu menedżerem, który na taką okoliczność by narzekał) ale timing nie mógł być gorszy.

Jeszcze dawno nastroje przeciwne jego pozycji w klubie nie były tak negatywne. Intensyfikacji nie zmienią przytaczane przez Francuza statystyki - dwie przegrane w jedenastu ostatnich meczach - a jeśli już, to frustrację fanów zwiększą. Przedłużać tę beznadzieję o kolejne dwa sezony? Wydawać 70 milionów, gdy piłkarze zdolni do rywalizacji o mistrzostwo raczej z klubu odchodzą niż na Emirates podpisują kontrakty?

Odpowiedzi na ostatnią mizerię objawia się coraz więcej - niektórzy po prostu szydzą, inni zarzekają się, że o Arsenalu po prostu już nie ma sensu mówić. Jedną z najbardziej nieszczęśliwych min ma pewnie Michel Platini, którego pomysł na finansowe Fair Play miał pokazać, że kluby z rozsądnymi finansami i pięknie zieleniącymi się przychodami na corocznym podsumowaniu będzie łatwiej o tytuły. Tymczasem to obrzydliwie bogaci wygrywają tytuły, nałogowi kredytobiorcy w lidze prowadzą, a w lecie zrobią po przynajmniej jednym transferze ponad dwudziestomilionowym.

To nie jest prawda, że Wenger nie miał w ostatnich latach funduszy. Od 2007 roku Arsenal dziewięć razy kupował za ponad dziesięć milionów funtów, lecz ani razu nie przebił magicznej w transferowym świecie kwoty dwudziestu milionów. Tyle byli warci Samir Nasri, Cesc Fabregas i Robin Van Persie, czyli zawodnicy, którzy mocno przyczynili się do tytułów w poprzednim sezonie, lub robią to w obecnym. Arsenal rywalizuje w innej lidze, choć wcale nie powinien - może jednak pod tym względem klub faktycznie nie powinien być przeciwny teorii mówiącej o różnicy w priorytetach kibiców i tymi bardziej realistycznymi?

Dyskusję nad jakością transferów zostawiam innym - niech oni bronią lub atakują obecne dziury w składzie, szukają negatywów lub pozytywów u każdego kogo w ostatnich latach Wenger zatrudnił. Prawda jest bolesna i nie przekłada się na trofea. Wenger jeszcze wiele razy wkurzy się na media i sytuację w klubie, gdzie... czuje się coraz bardziej samotnie. Mimo donosów o wsparciu właścicieli.

Kroenke i WengerJak się ci panowie dogadują?

Wengera nie kosztowała tak bardzo letnia wymiana asystentów, jak zmiana w zarządzie do której doszło w 2007 roku. Oto Davida Deina zmienił Stan Kroenke. Dein był osobą, która doskonale współpracowała z francuskim menedżerem - w końcu to on swoim uporem skłonił resztę rządzących Kanonierami, by w końcu Wengera zatrudnili. Jak niesie legenda, znał on wszystkich juniorów w klubie, z każdym chętnie pogadał, w mediach czasem występował, nie uchylał się przed krytyką, a przede wszystkim, był częstym gościem w gabinecie szkoleniowca. To Dein nakłaniał Wengera do zmiany kierunku i go w tym wspierał. To tylko domysły, ale ile dyskusji mieli także o transferach, sensie pokoleniowej rewolucji, utrzymaniu wiary we własne (i innych) szkolenie młodzieży? Ile razy to Anglik podnosił na duchu Francuza, tak jak to robił ostatnio - na tyle na ile mógł sobie pozwolić przy swojej roli w rodzimej federacji?

Teraz to barki Wengera są obciążone. Swoje intencje Kroenke ujawnia nadzwyczaj rzadko. W pięciominutowym wystąpieniu po objęciu władzy w Arsenalu ani razu nie wspomniał o konkretnych planach na przyszłość. Kibice ciekawi mogli tylko żyć nadzieją i przeciekami - pewnie też po części transferami Wengera... ale tu wracamy do punktu wyjścia, prawda?

Wenger czuje się samotny, coraz więcej spektakularnych porażek obciąża tylko jego konto, choć w nielicznych i kiepsko nagłośnionych akcjach protestacyjnych przewija się nazwisko największego udziałowcy. Nie brakuje mu w klubie wsparcia - zresztą bardzo słusznie - ale z pewnością problemem jest struktura, której królem obwołał się sam Wenger. Ile materiałów telewizyjnych z wewnątrz Colney tyle stwierdzeń, że Francuz odpowiada za najmniejsze detale i rządzi na każdym szczeblu klubu.

Pełna autonomia działań zaatakowała erozją klubowe struktury. Hipotetycznie można zakładać, że przy kompromitacji z Bayernem i przegraniu batalii o Puchar Czwartego Miejsca Wenger w lecie odejdzie, lecz przygotowanie następcy może okazać się trudniejsze niż w wypadku wejścia na stołek po Fergusonie w Manchesterze.

Skala roboty? Wystarczy przejrzeć zapowiedzi meczu z Bayernem. Szczęsny musi bronić swój talent, obrona musić ciężko popracować nad koncentracją i organizacją, w pomocy brakuje kogoś od czarnej roboty, a i ci rozgrywający czasem wyglądają na zagubionych. Jedyny kreator klasy światowej wydaje się być odrobinę przemęczony, skrzydłowi są szybcy, lecz kiepsko akcje wykańczają. W napastnika z kolei nikt nie wierzy, choć ten wcale tragicznego sezonu nie ma. Rezerwy? I znów jest problem.

Te problemy można dotknąć, spojrzeć, przeanalizować, całkiem szybko naprawić - ale co z tym legendarnie już przeklętym charakterem? Zostawmy go na boku, niech nowy mierzy się na dzień dobry z legendą. Po odejściu Wengera może zapanować chaos decyzji, drzwi od gabinetu nie będą się zamykać, gdy zastępy sprzątaczek, opiekunów muraw i niepewnych swojej przyszłości piętnastolatków będą go nachodzić? Arsenal, jeśli kiedykolwiek planuje zastępować Wengera, musi myśleć przekrojowo, a nie tylko przez pryzmat wyników pierwszego zespołu. Skoro stworzono organizacyjnego potwora, to nie zastąpi się go pluszowym misiem.

Może Arsenal już nie ma swojego elementu zaskoczenia, może nie rywalizuje o nowych zawodników już nawet z zespołami na tym samym poziomie punktowym, ale to nie jest tylko wina Wengera. Cała problematyczna sytuacja Arsenalu wygląda na klasyczny przykład zaburzeń komunikacji między zarządem i sztabem szkoleniowym, rozbieżność wyobrażenia o Arsenalu z tego i kolejnych sezonów. Skoro, jak niektórzy sugerują, Francuz stracił już swój element zaskoczenia, może potrzebuje pomocnej dłoni i kogoś, kto nie tylko dyskusji wysłucha, ale wrzuci do jego głowy argument drugiej strony? Może transfer, którego najbardziej potrzebuje Arsenal - tak, biorąc pod uwagę nawet hipotetyczne dyskusje o utracie wpływów w klubie - nie dotyczy piłkarza, lecz działacza?

Sytuacja jest bardzo dynamiczna, co tylko podkreśla potencjał Arsenalu i chyba uzasadnia zdania tych, którzy czują przede wszystkim niedosyt, a potem dopiero rozczarowanie. Co prawda podkreśla się niefortunność momentu w jakim Kanonierzy muszą mierzyć się z prawie doskonałym w tym sezonie Bayernem, lecz jeden wynik może zmienić wiele - to z kolei mówi o wahaniach charakteru wszystkich z klubem powiązanych. Definitywnie kariera Wengera w Londynie nie powinna zależeć od jednego meczu z Blackburn (kwestia czy klub jest gotów testować zakres tej granicy?), ale w jedynym momencie, gdzie nawet w największych nerwach Francuz powinien emanować pewnością siebie, głos mu zadrżał.

"Do zobaczenia jutro" - rzekł Arsene Wenger na poniedziałkowej konferencji do dziennikarza pytającego o minimalne szanse Arsenalu w pojedynku w Lidze Mistrzów. Chciał Francuz zrobić z tego meczu restart sezonu Kanonierów, a wyszło jakby nadchodził czas rozliczeń. Najgorszą wiadomością dla kibiców Arsenalu nie jest wizja atakujących szaleńczo Niemców, lecz to, że rozliczeń dokonywać będą ludzie, których wiedza o futbolu jest niepewna - a w najlepszym razie utajniona. Z Wengerem nie ma takich wątpliwości...

wtorek, 19 lutego 2013, mzachodny

Polecane wpisy

  • Wiem, co robi Arsene Wenger

    A przynajmniej tak mi się wydaje. Może i dziwacznie wyglądało starcie Arsene'a Wengera z Jose Mourinho, a jeszcze dziwniej to, jak zachowywał się w obliczu sły

  • Pellegrini z Mourinho nie powalczy

    - Zagrali bardzo podobnie do Stoke, gdzie jako duży zespół walczyliśmy z małą drużyną posiadającą bardzo dobrych piłkarzy, która tylko się broniła i próbowała u

  • Oezil najsłabszym ogniwem i lekarstwem Arsenalu?

    Już wszystko zostało przeanalizowane, sprawę rozwałkowano, Wengera skrytykowano, a Oezila w jakimś sensie rozgrzeszono. Nie jego wina, że wbrew własnej woli jes

Komentarze
2013/02/19 02:53:42
Ciężko się nie zgodzić z większością aspektów. Trzeba jednak przyznać, że wydawanie 70 milionów o którym wspominasz byłoby rewolucją w Arsenalu i wydanie takiej kwoty na kilku naprawdę świetnych piłkarzy bardzo zmieniłoby pogląd na ten klub. Bo do tej pory mamy zastępowanie graczy światowej klasy (lub jej blisko) graczami gorszymi. Santi Cazorla by do nas nie dołączył gdyby nie problemy finansowe Malagi, więc to i tak ewenement. Bardziej można patrzeć na zastąpienie Nasriego Gervinho a Fabregasa Artetą i Benayounem na rok..

Problem jest złożony i do pewnego stopnia, jak piszesz, strukturalny. Zarząd się cieszy z pieniędzy, to jest cel numer jeden. Dla Wengera celem jest na pewno wygrywanie pucharów ale nie za wszelką cenę. Rola Davida Deina była nieoceniona - anegdotka tutaj jest na miejscu, która mówi, ze to Dein przekonał Wengera, by zaoferować astronomiczny jak na tamte czasy (100k/tydz) kontrakt Campbellowi. Opłaciło się. I tak w kółko.

Z drugiej jednak strony, Wengerowi powierzone zostało poprowadzenie klubu przez odpowiedzialną finansowo epokę wybudowania stadionu. Jestem przekonany, że przez pierwsze kilka lat naprawdę nie mógł wydawać większej ilości pieniędzy. Ale ostatnio to się zmieniło, wykazy pokazują, że jest dobrze finansowo a sam Wenger cały czas mówi, że kasę ma. Ponadto, to jego zasługą jest dawanie takim graczom, jak Fabiański czy Denilson 50 tys. tygodniówki, zamiast większej rozbieżności i przeznaczania więcej na gwiazdy.

Paradoksalnie, przynajmniej dla mnie, mecz z Bayernem nic nie zmieni. Wygrana jutro wcale mnie nie zaskoczy. Bo to nie o to chodzi. Czegoś w tej drużynie brakuje, co powoduje, że rok w rok przegrywa wszystko z niższymi zespołami. To ten sam zespół, który pokonał Barcelonę, potem zremisował z Leyton Orient a potem przegrał z Birmingham w finale Pucharu. I co roku można znajdywać te same problemy, przeplatane z wielkimi zwycięstwami, którymi żyjemy następne lata (ostatnio: Barcelona). Czegoś brakuje. Ale na pewno nie chodzi o jedno Blackburn. W tym sezonie to Bradford i Blackburn. W ubiegłym Sunderland i kilka innych w lidze, wcześniej Birmingham. Od 2006roku można się cofać w przyszłość i znajdywać te same rzeczy które się ciągle powtarzają i coś tu zdecydowanie nie gra. Gdzieś ten wielki projekt tworzenia świetnej drużyny się zatracił. I osobiście wydaje mi się, że lato 2011 zawaliło Wengerowi życie i od tamtej pory próbuje ratować to, co zostało z projektu i łatać dziury poprzez "panic buys". Ale wszyscy widzimy, że obiecująco to nie wygląda. I nawet wygrana z Bayernem tego nie zmieni.