Blog > Komentarze do wpisu
Zabawa w chowanego

Jest to sprawa w której najłatwiej zająć jasne stanowisko - tak, Hazard zasłużył na przynajmniej pięć spotkań kary bo naruszył niepisane zasady (zresztą te spisane też) za kopnięcie dzieciaka. Inni krzykną - hola, dzieciaka?! Siedemnastolatek, spadkobierca fortuny, cwaniak z piwkiem w twitterowym awatarze. Dzieciak? Chwalił się swoimi umiejętnościami zabierania czasu na długo zanim wkurzył zaledwie o pięć lat starszego Hazarda. Kartka zasłużona, ale po co śledztwo, po co jeszcze miesza się w to federacja...

Szczerze, nic mnie bardziej nie wkurza niż rozdrabianie żenującej porażki i historycznego zwycięstwa na dwójkę ludzi, którzy nie potrafili zachować się rozsądnie. Nie pomyśleli. I kto widział choćby marny kwadrans z tego meczu wie, że starania Hazarda były pokazem frustracji i bezsilności, a zachowanie Charliego Morgana kompletnie zbędnym dodatkiem, który wiele by nie zmienił.

Benitez

Bo to Swansea od pierwszej minuty miała w sobie przekonanie, że Wembley jest na wyciągnięcie ręki. Bo to Chelsea grała bez pomysłu, bez zaufania we własne umiejętności, bez składu i ładu, bez zaangażowania.

Wiecie co łączy wszystkie dotychczasowe konferencje prasowe po meczach w których Chelsea Beniteza zawiodła? Szanse. "Nie wykorzystaliśmy ich w kluczowych momentach," padło po meczu z Southampton. "Robiliśmy wiele dobrego, ale w futbolu trzeba wykorzystywać swoje szanse," to po pierwszym meczu ze Swansea. "Mogliśmy wygrać, bo przecież mieliśmy wiele szans," wspomniał Hiszpan po porażce z QPR. "Wciąż mieliśmy piętnaście szans, co okazało się za mało," to już po wczorajszym bezbramkowym remisie.

Od początku stycznia jego zespół nie potrafi nie tylko rozegrać dwóch dobrych spotkań pod rząd, ale nawet dwóch dobrych połów jednego meczu. Southampton, Arsenal, a nawet Stoke City czy mecz pucharowy na St Mary's - to wypadki, gdy miernie było przed lub po przerwie. Benitez z ulgą przyjął wczorajszy incydent Hazarda, chowając się za dwunastominutowym etapem meczu, który Chelsea zmuszona była zagrać w dziesięciu. "Musieliśmy strzelić trzy bramki, a to przecież było niemożliwe." Niemożliwe? Niemożliwym było patrzeć jak ten zespół się męczy i cierpi, ledwie zauważalnymi podrygami zahaczając o pole karne gospodarzy.

Nie wszystko jest winą Beniteza. Oczywiście Hiszpan jest odpowiedzialny za to, jak kiepski robi on użytek z talentów Oscara (jak on się marnuje na skrzydle?), jak dziwczanie ustawia środek pola wiedząc, że dla rywali będzie on zbyt prosty do przejścia. Zmiany? Godne pożałowania. Torres z Ba zmieniają się tylko na ostatnie dziesięć minut, a gdy Hiszpan wszedł za Lamparda i został rzucony na skrzydło... To dopiero było nieporozumienie! Zmienianie obrońców we wczorajszej potyczce na Liberty Stadium? Symboliczne i podwójne rzucenie białego ręcznika, które dodatkowo obnażyło jego bezradność w trakcie trudniejszych momentów jakie przeżywała Chelsea.

Jak już wspomniałem, Beniteza błędy są widoczne gołym okiem, a to, że jego miesiąc miodowy wciąż na Stamford Bridge trwa pokazuje jak niewiele pisze się o indolencji szkoleniowej. Złe przygotowanie to wina Di Matteo, za chaos odpowiada Abramowicz, więc pewnie kiepskie zmiany to zasługa Rona Gourlaya? Dołująca forma Torresa i Oscara, jak mniemam, jest efektem metod trenerskich Bruce'a Bucka?

Zarząd zrobił swoje. Popatrzcie na ławkę rezerwowych Chelsea. Obrońcy, rekonwalescenci i futbolowi emeryci. Marko Marin narzeka na to jak niewiele szans dostaje, ale jego umiejętności póki co nikogo nie przekonały, że powinien częściej wychodzić na murawę. On i Torres byli jedyną nadzieją na rozruszanie niemrawego ataku w Walii, a nawet wtedy się na to szkoleniowiec Chelsea się na to nie zdecydował. Benitez wymienił środkowych obrońców.

Trwa Puchar Narodów Afryki, a Chelsea w latach Abramowicza jeszcze tak mocno chyba nie dała się osłabić. Jasne, brakowało Drogby, wyjeżdżał też Essien z Kalou, ale jak bardzo teraz cierpi drużyna przez wyrwę w środku pola po Mikelu... to aż niewiarygodne. Frankowi Lampardowi niewiele można zarzucić, bo to jak dyryguje grą, gdy zespół ma przewagę w posiadaniu i dominuje jest nieocenione, ale wczoraj... wczoraj mecz płynął obok niego. Rywale byli zbyt szybcy, koledzy zbyt niedokładni, brakowało też ruchu z przodu i na skrzydłach. Alternatywy nie było żadnej, a jeśli nawet, to czy wystawienie środkowego obrońcy w tej strefie naprawdę odmieniłoby obraz tego meczu? Wątpliwe.

Nie ma energii Mosesa na skrzydle, więc wątły i dobrze czujący się w tłoku środka pola Oscar musi grać na pozycji, gdzie nie czuje się pewnie. Napastnicy i zawodnicy, którzy mogliby dać więcej są wypożyczeni (McEachran i Lukaku na pewno, a może nawet De Bruyne i Chalobah) albo właśnie ich w obce ręce oddano (Lucas Piazon), tudzież taki ruch się dyskutuje (Marin). Wąski skład Chelsea jest naprawdę przerażający, gdy bierze się pod uwagę, że trójka kreatorów jest młoda i wciąż notuje chwile słabości, a do środka pola jest na tę chwilę zawodników czterech - z czego David Luiz jest obrońcą (i to znów kontuzjowanym!), a Nathan Ake w seniorach ledwie murawę powąchał. Jak długo zanim do łaski przywróceni zostaną Malouda z Benayounem?

Benitez chowa się za banałami o "właściwym kierunku", lecz trudno dostrzec jakikolwiek znak nadchodzących lepszych czasów. Póki co Hiszpan jedyne co zrobił to stworzył zespół, który momenty genialne przeplata z całkowitą zapaścią mentalną i taktyczną. To nie jest drużyna zdolna walczyć o najwyższe cele - zbyt wiele brakuje do regularności o której też czasem Benitez pomrukuje, między narzekaniami na zmarnowane szanse. Fakt, że to o nich mówił po bezbramkowym remisie jest wręcz obraźliwe dla kibiców, którzy w śniegu i z niemałymi problemami do Walii starali się dotrzeć. A nawet wobec tych, którzy po prostu usiedli przed telewizorem z nadzieją, że zespół wyjdzie choć odrobinę zmobilizowany i z planem na ten mecz.

Czasem naprawdę uważam, że Beniteza powinno się bronić. Gdy widzę te niewybredne żarty, gdy jeszcze czasem pojawią się obraźliwe przyśpiewki, gdy trzeba pomóc drużynie, a nie jechać po trenerze. Nikt nie odmawia mu chęci sięgnięcia po sukces w Chelsea i utrzymania tej pracy - wystarczyło spojrzeć z jaką dumą mówił o rozmowie z Abramowiczem, zebranych pochwałach od szefa. Jednak od początku wydawało mi się jasne, że jedyną osobą, która może dostarczyć argumentów na walkę ze sceptykami będzie sam menedżer - nie chowający się za liczbami, za wzruszeniem ramion na kolejny komentarz o nieskuteczności.

Niestety, Rafael Benitez nie tylko nie potrafi ustabilizować formy swojego zespołu, on nawet nie potrafi nadać mu sensu i składu. Rzucając kibicom najmarniejsze ochłapy na pomeczowych konferencjach niech nie łudzi się, gdy znakomita większość wciąż przychylnych mu osób stwierdzi, że łatwiej wybronić byłoby Hazarda niż hiszpańskiego menedżera. Przy wręcz nieporównywalnej skali ważności i absurdalności powiązanych wydarzeń, jeszcze bardziej podkreśla to marność ostatnich tygodni Chelsea.

piątek, 25 stycznia 2013, mzachodny
Komentarze
Gość: sean, 87-207-61-126.dynamic.chello.pl
2013/01/26 11:58:09
Można mieć sporo zastrzeżeń do pracy Beniteza w Chelsea, ale krytykowanie zmian których dokonał w meczu ze Swansea nie jest słuszne. Wpuścił na plac boju najlepszych zawodników jakimi dysponował. Zarówno Luiz jak i Bertrand wchodzili w charakterze pomocników, a nie obrońców. Dokonując tych zmian zagrał o pełną pulę i to należy docenić. Zastanawiać może jedynie brak Marina, ale chłopak zwyczajnie nie zdołał się zaaklimatyzować w drużynie i nie mógł stanowić ważnego elementu podczas morderczej walki w końcówce meczu.